13.09.2012
Dzisiejszy dzień przeznaczony był na odpoczynek, posprzątanie domu, szorowanie łazienki. Odwiedziłyśmy również znajomych w Swastik. Wszyscy wybraliśmy sie do Big Bazaar, my po zakupy jedzeniowe, a większość grupy do kina na najnoszy hit bollywodzki - Ek Tha Tiger. Ja zrezygnowałam z tego pomysłu, ponieważ hinduskie filmy pokazywane są tu bez angielskich napisów. Wiadomo, Hindusi wrzucają angielskie słówka, ale to jednak za mało (moim zdaniem) by w pełni czerpać przyjemność z oglądania filmu. Za to soundtrack mogę polecić z czystym sumieniem. Gdziekolwiek jedziemy większą grupą i mamy możliwość wywrzeć presję muzyczną na właścicielach restauracji/knajp zawsze prosimy o 'Mashallah' i 'Saiyaara':
14.09.2012
Piątek był ostatnim dniem Lany w Chandigarze, wiec postanowiłyśmy spędzić go wspólnie. Wspólne śniadanie, wizyta w sectorze 17 (nie ma innej opcji ;)) i pierwsze lody z budki - Softy Corner. Mmm.
Niestety popołudniu musiałyśmy się zbierać, gdyż czekała nas kolejna wycieczka. Tym razem Rishikesh. Miejsce położone znów w Himalajach, ale niżej i cieplejsze niż Manali. Zbiórka o 21 na dworcu, bus o 21.30. Ale, ale, nie wiem jakim cudem pan kierowca uwidził sobie, że ruszy wcześniej. My byliśmy akurat wtedy w drodze w tuk tuku. Reszta grupy, która była na miejscu robiła wszystko by przytrzymać kierowcę na dworcu. W końcu dopadliśmy busa, który był już nieźle wypełniony, więc niestety musieliśmy się jakoś podzielić i siedzieć koło Hindusów. Nie chcę uogólniać, jednak większość z panów podróżujących z nami nie pachniała fiołkami. Na szczęście okna otwarte na oścież pomagały. Co bus to przygoda. Tym razem stanęliśmy w środku nocy z powodu korka. Wąska dróżka, drzewa, lasy dookoła, a tu korek. Na nasze niedowierzanie młody Hindus odpowiedział spokojnie "It's a traffic jam prone area". Mhm, trudno. Większość ludzi zaczęła rozchodzić się w celu zobaczenia końca owego korku, inni za potrzebą. Kilka znajomych weszło na dach busa, gdyż jeden z nas gdzieś daleko zawędrował i nie słyszał naszych okrzyków. Większość wpakowała się z powrotem do busa, jednak 3 osoby zostały na górze. W pewnej chwili kierowca zatrzasnął drzwi, włączył silnik i sruuu! Ruszył. Ups, nasi ludzie są na górze a jeden nie wrócił! Nerwówka "stop, stop, our friends are outside!". Zatrzymaliśmy się na następnym korku. Kierowca zdenerwowany wyleciał z busa. Krzyki, nasz trójka + wcześniejsza zguba wpadają do środka. 2 dziewczyny płaczą. Jedna przerażona tym, że była na dachu pędzącego busa skacżacego po drodze, druga została uderzona przez kierowcę w ramię. Siłą musieliśmy powstrzymywać jednego z chłopaków, który chciał odpłacić kierowcy. Egipcjanie bardzo bronią kobiet, stają zawsze w ich obronie. Jednak racjonalny argument, że to nasz jedyny kierowca i tylko on zna drogę uspokoiły go trochę. Dalsza część jazdy przebiegła już bez większych zakłóceń.
0 komentarze:
Prześlij komentarz