wtorek, 4 września 2012

Indie 2012 - Tydzień 1. - part 2

29.08.2012
Dziś z Radwą wyruszyłyśmy po jedzenie. Zamiast wziąć standardowo tuk tuk postanowiłyśmy iść pieszo. W większości miejsc nie ma chodników lub jakichkolwiek miejsc dla pieszych, idzie się po prostu bokiem drogi. Boki takie najczęściej są zastawione przez piękne, kolorowe ciężarówki, ryksze, tuk tuki i pełne ogromnych, błotnistych kałuż.



Big Bazaar jest oddalony od naszego domu może jakieś 20 - 30 min. ale jak dotarłyśmy na miejsce byłyśmy totalnie mokre od potu. I jedno marzenie - kupić Badam drink. Po obejściu całego sklepu (i podziwianiu półek z przyprawami i herbatami, o boże, boże, ile oni tego mają ! I jakie rodzaje !) i kupieniu składników na obiad ruszyłyśmy do domu.
I znów przez, brud, samochody, motory, kałuże i pierwszy raz - dzieci. Wyciągające do nas ręce, zaczepiające. Czasem ignorowanie pomaga, czasem nie, gdy trafi sie na wyjątkowo uparte. Na szczeście ktoś z tubylców opieprzył je.
Wieczorem wybrałyśmy się do Sectora 17 gdzie znajdują się wszelkie butiki, mniej lub bardziej ekskluzywne. Po zakupach zebraliśmy się do Sectora 22 gdzie znajduję się "local market'. O jezu, jezu. Tyle straganów, tyle ciuchów, tyle materiałów, błyskotek i w ogóle wszystkiego. I oczywista zasada - targuj się. Na szczęście Radwa i Lana są przyzwyczajone do targowania się, mam je obserwować i uczyć się.



W nocy wszyscy, którzy przyjechali do Chandigarhu w ramach AIESEC wybrali się na hmm, clubbing. Pakowanie do taksówki przypomniało mi Meksyk, ale bez takiego hardcore'u. Wcisnęliśmy się w piątke, oczywiście extra opłata. Miły pan taksówkarz był bardzo cierpliwy i spełniał nasze zachcianki dotyczące zmiany muzyki na klasycznie hinduską. Gdy pojawiliśmy się na miejscu okazało się, że w klubie jest nudno i jedziemy do innego. W końcu - 10 Downing Street. Wnętrze całkiem, całkiem. Bar pokaźny, parkiet jest, mały, bo mały, ale jest. Muzyka - taka sama jak u nas + wszelkie remixy. Przez całą noc na parkiecie wymiatała grupka Hindusów, Najgorzej, że zamknęli o 2 w nocy !

30.08.2012
W czwartek głównie odsypiałyśmy oraz znów zawitałyśmy do Sectora 17 na shopping. To już ostatni weekend większości z ludzi, którzy tu są, więc wydają kasę jaka im została. Tym razem wybrałyśmy się busem. Milo, lokalnie i jeszcze taniej. Obeszliśmy wszelkie możliwe butiki i spotkaliśmy się z Aiesecer'em, który pokazał nam kilka miejsc z pamiątkami  butiki. W między czasie spotkaliśmy znajomych i zaczęła się wielka ulewa. Wręcz ściana deszczu. Po konsumpcji i wypiciu herbaty wróciliśmy do domu, a potem Swastik Vihar.


Zastanawiamy się nad zmianą projektu. Najprawdopodobniej nasz jest taki 'nieistniejący'. Martin miał być w tym samym projekcie, ale do tej pory nic nie udało mu się załatwić, dzwonił, rozmawiał, ale standardowe "tomorrow" przeciągało się w nieskończoność,
Jak już wspomniałam istnieje tu totalne 'time flexibility'. Czas rozciąga się niemiłosiernie. W większości przypadków 'tomorrow' oznacza za 2-3 dni. Normalne jest spóźnienie się godzinę na umówione spotkanie. A gdy dzwonisz do takiej osoby i pytasz kiedy będzie standardowa odpowiedź to "i will be there in maximum 5 minutes!".  Nawet jeśli dopiero co obudziłeś taką osobę to zawsze 'maximum 5 minutes'.

31.08.2012 - 01.09.2012
Piątek minął leniwie, najpierw Sector 22 i lokalny bazar, potem 20 C i naprawa laptopa w dziwnych miejscach.



Dzień zakończył się imprezą w bardzo fancy klubie - Blue Blazer. Cholernie długi klub składający się z 3 lub 4 części, każda w nieco innym stylu. Najpierw wchodzi się do restauracji, potem część odkryta (dla palaczy) i znów zamknięta klimatyzowana z barem i kanapami, która kończy się pokaźnym parkietem. Muzyka trochę lepsza niż w ostatnim klubie, ale hinduskim hitów nadal brak. Było tak dobrze, że straciliśmy poczucie czasu i w końcu pan ochroniach zasugerował opuszczenie lokalu.

W sobotę wybraliśmy się na festiwal zorganizowant przez AIESEC nad Sukhna Lake. Studenci prezentowali swoje kraje, tańczyliśmy na scenie, pani dyrektor jednej ze szkół bardzo dziękowała za współprace i takie tam.





Potem wszyscy zebrali się do Secora 9C do Oz Cafe. Była to okazja do pogadania z Aisecerami, których nie widuje się na co dzień oraz poznania ludzi, którzy mieszkają w innych domach, które są oddalone od Onyx i Swastik. Był to również ostatni dzień naszej współlokatorki Iliny, więc po powrocie do domu przegadaliśmy całą noc

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.